Na bloga liczniki
Co roku odlatuję na zimę z bocianami
RSS
wtorek, 12 czerwca 2018

Podróżowałem dziś pocigami po Polsce. Dokładniej rzecz ujmując z Włocławka do Wrocławia. Miałem nawet dogodne połącznie: najperw do Torunia, stamtąd do Poznania i dalej już bezpośrednio do Wrocka. Nie, nie była to podróż znad Morza Kaspijskiego nad Morze Białe, bo to się daje załatwić z jedną tylko przesiadką.

Niepokoiły mnie z początku krótkie czasy przesiadek, mianowicie 9 i 14 minut. To dość mało, ale na polskie koleje zawsze można liczyć. Wszystkie pociagi się pospóźniały i styknęło. Choć nie bez przygód. W takim Poznaniu na przykład. Wiedzać, że z powodu obsuwy pociągu z Torunia mam tylko 4 minuty na przebiegnięcie z wielkim worem z jednego peronu na drugi, ustaliłem wcześniej, że pociąg do Wrocławia jest tak naprawdę do Przemyśla i odjedzie z peronu piątego. Teoretycznie sprawa prosta, Wyskakuję w tunel i czytam napisy na wyświetlaczach, a najbardziej tym na peronie piątym. Oczywiście na danym wyświetlaczu nie było nic napisane (bo pociąg się spoźnił i nie było o czym pisać według kolejarzy). Obleciałem pozostałe perony, a one są w dwóch grupach, przedzielone starym budynkiem dworca. W Krajach Zdrowego Rozsądku mają coś takiego jak wyświetlacz główny, gdzie sobie można poczytać co i jak. No ale nie w Poznaniu. Znaczy on pewnie gdzieś jest, np w jakiejś galerii handlowej. W tunelu łączącym perony na wszelki wypadek go nie ma. 

Kiedy leciałem drugi raz po tych peronach, napis się pojawił. Bieganie po schodach z wielkim worem zawierającym trzy spadochrony dało mi jeszcze jedno spostrzeżenie: we wszystkich krajach świata na schodach ruchomych, od Petersburga po Afrykę, ludziska które stoją, robią to po prawej stronie schodów. Ale ta wiedza jeszcze do Polski nie dotarła, a do Poznania zwłaszcza. Kilka osób zostało z tego powodu dość mocno poruszonych owym worem.

Wpakowanie się to ostatniego pociągu nie oznaczało końca przygód. Klimatyzacja w wagonie najpierw grilowała biednych pasażerów, a kiedy byli już zupełnie mokrzy, starannie ich zamrażała. Dla ochłody wyświetlacz pokazywał, że na zewnątrz jest 31 st C. Łgał, ponieważ było 22. W ramach rozrywki informował za ile minut będziemy na stacji, którą dawno minęliśmy.

No ale były i nawet dzałały, gniazdka 230 V, czego nie można powiedzieć o wcześniejszym pociagu z Torunia do Poznania. Ten gniazdek nie miał choć nie był to pociag parowy, jak możnaby domniemywać.

 

W związku z tym mam prósbę do polityków: czy któryś z Panównie byłby tak uprzejmy i za łapówkę nie sprzedałby tej chluby polskiej gospodarki jakiemuś obcemu kapitałowi? Patrioryzm patriotyzmem,ale czymś podróżowac trzeba. Ja się boję, że przyjdą reformy i będzie się spoźniał tylko co drugi pociąg, a w takim przypadku zostałbym na peronie w środku głebokiej czarnej niedoli. Czyli w Toruniu na przykład.