Na bloga liczniki
Co roku odlatuję na zimę z bocianami
RSS
poniedziałek, 29 lutego 2016
Dokańczam poprzedni wpis: Po zakończeniu posiłku znów podeszła stewardesa i zaprosiła mnie do kabiny. W owym czasie było to jeszcze możliwe. Wyciągnąłem ze schowka cały mój podręczny dobytek, na który składała się wyprawowa kurtka puchowa, czapka z jenota i reklamówka pełna szampanów i powędrowałem do kokpitu.
piątek, 26 lutego 2016
To już chyba ostatni fragment wspomnień ze schyłkowego ZSRR. Z uwagi na długość podzieliłem na dwie części. Jak już pisałem, żaden z samochodów użytych na wyprawy nie wrócił do Polski. Raz, że się nie opłacało, a dwa, że ich stan techniczny przestał spełniać nawet polskie standardy. Wracałem więc samolotami. Na początku grzecznie kupowałem bilet, co było dość kłopotliwe, bo trzeba było odstać swoje w długaśnej kolejce do kasy, a na dodatek często nie było miejsc . Podczas pierwszych przelotów zorientowałem się, że dwa ostatnie rzędy Tu 154 (bo tym się latało na linii Moskwa-Warszawa) zawsze lecą puste. Małe prywatne śledztwo wykazało, że są to miejsca zarezerwowane "na wsiaki sluczaj" dla dyplomatów czy innych służb i nie ma ich w oficjalnym planie miejsc.
środa, 24 lutego 2016
Podróży do Astrachania ciąg dalszy. Doturlalim się do niego późnym popołudniem. Taksówkarz zawiózł mnie do ponoć najlepszego hotelu w mieście. Na recepcji usłyszałem stanowcze "miest niet". Spokojnie położyłem przed recepcjonistką sturublowy banknot (równowartość dziesięciu flaszek wódki) i zapytałem: -A tepier? -A tieper jest, odparła recepcjonistka zmieniając skwaszoną minę na bardziej przyjazną.
poniedziałek, 22 lutego 2016

Następny odcinek wspomnień z włóczenia się po schyłkowym ZSRR. Tym razem o przejeździe koleją z Wołgogradu do Astrachania. 

Kupiłem bilet na wagon "kupe", czyli coś zbliżonego do naszej kuszetki. W przedziale są cztery miejca sypialne i nie ma umywalki. To nie jest najniższa klasa wagonu sypialnego, bo jest jeszcze "plackarta".

sobota, 20 lutego 2016

Widzę, że radzieckie klimaty się podobają, to jadziem z następnym odcinkiem.
Po ZSRR poruszałem się różnymi samochodami, ale najczęściej był to UAZ rodem z Wrocławskich Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych. Sam mu na Ołtaszynie własnoręcznie zakładałem elektrykę Emotikon smile.

piątek, 19 lutego 2016

Widzę, że rosyjskie opowieści się spodobały, to dorzucę jeszcze cosik.
Zima w Rosji przychodzi nagle. To znaczy, że na jesieni jest taka pogoda jak u nas zimą (np teraz) i nagle sru, robi się -20 st C za dnia, a nocą nawet -40.

czwartek, 18 lutego 2016
Odkopywania starych fotek ciąg dalszy. Teraz zarabiam foceniem, ale kiedyś nie robiłem nawet klasycznych tubyłek. Co prawda podróżowałem po egzotycznych miejscach, ale nie miałem aparatu, a poza tym zdobycie filmu do niego stanowiło wówczas wyzwanie. Za to opowiadałem dużo o tym gdzie byłem. Z początku ludzie słuchali z rozdziawioną paszczą (bo wtedy mało kto jeździł, a jeśłi już to na wczasy do Bułgarii). Po pewnym czasie zauważyłem, że ludzie mają mnie za mitomana. Nie mieściło im się w głowie, że można się tak błąkać po świecie. No to przełamałem się i kupiłem aparat. Był to Zenith.
środa, 24 czerwca 2015

Mieszkam w centrum Wrocławia w starej kamienicy. Okna mam na podwórko. Duże podworko, bo kwartał domów jest całkiem spory. Przed chwilą pojawiło się na nim dziecko. Jedno dziecko, ale za to razem z tatusiem i piłką. Ojciec był niezbędny, bo jedno dziecko w piłkę nie pogra. Na inne dzieci nie da się liczyć, bo to pierwsze dziecko na podwórku od jakichś dwóch tygodni, więc cięzko uzbierać drużynę.

piątek, 20 lutego 2015

W tytule nie ma błędu. Chodzi o rzeczownik "przydaś" służący do określenia każdego wihaistra który dawno powinien być wyrzucony, ale uratowała go złudna nadzieja, że kiedyś okaże się niezbędny.

wtorek, 13 stycznia 2015
Właśnie przeczytałem o groźbach odwetu na Francji z powodu jej polityki wyznaniowej, która polega na nautralności. Wierzącym (nie tylko muzułmanom, ale i katolikom) nie podoba się świecki charakter państwa francuskiego.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9