Na bloga liczniki
Co roku odlatuję na zimę z bocianami
RSS
wtorek, 01 marca 2016
Żeby jakoś płynnie połączyć wspomnienia ze wschodu, z tymi z zachodu potrzebny jest mi pewien Indianin z plemienia Dakota, zwanego inaczej Sioux. Ale po kolei. Pod koniec ubiegłego wieku zacząłem uprawiać paralotniarstwo nizinne, czyli loty za wyciągarką. Nie było ich wtedy za wiele, więc przebazowałem się do stolicy. Warszawiacy latali wtedy na lotnisku w Chrcynnie koło Nasielska.
poniedziałek, 29 lutego 2016
Dokańczam poprzedni wpis: Po zakończeniu posiłku znów podeszła stewardesa i zaprosiła mnie do kabiny. W owym czasie było to jeszcze możliwe. Wyciągnąłem ze schowka cały mój podręczny dobytek, na który składała się wyprawowa kurtka puchowa, czapka z jenota i reklamówka pełna szampanów i powędrowałem do kokpitu.
piątek, 26 lutego 2016
To już chyba ostatni fragment wspomnień ze schyłkowego ZSRR. Z uwagi na długość podzieliłem na dwie części. Jak już pisałem, żaden z samochodów użytych na wyprawy nie wrócił do Polski. Raz, że się nie opłacało, a dwa, że ich stan techniczny przestał spełniać nawet polskie standardy. Wracałem więc samolotami. Na początku grzecznie kupowałem bilet, co było dość kłopotliwe, bo trzeba było odstać swoje w długaśnej kolejce do kasy, a na dodatek często nie było miejsc . Podczas pierwszych przelotów zorientowałem się, że dwa ostatnie rzędy Tu 154 (bo tym się latało na linii Moskwa-Warszawa) zawsze lecą puste. Małe prywatne śledztwo wykazało, że są to miejsca zarezerwowane "na wsiaki sluczaj" dla dyplomatów czy innych służb i nie ma ich w oficjalnym planie miejsc.
środa, 24 lutego 2016
Podróży do Astrachania ciąg dalszy. Doturlalim się do niego późnym popołudniem. Taksówkarz zawiózł mnie do ponoć najlepszego hotelu w mieście. Na recepcji usłyszałem stanowcze "miest niet". Spokojnie położyłem przed recepcjonistką sturublowy banknot (równowartość dziesięciu flaszek wódki) i zapytałem: -A tepier? -A tieper jest, odparła recepcjonistka zmieniając skwaszoną minę na bardziej przyjazną.
poniedziałek, 22 lutego 2016

Następny odcinek wspomnień z włóczenia się po schyłkowym ZSRR. Tym razem o przejeździe koleją z Wołgogradu do Astrachania. 

Kupiłem bilet na wagon "kupe", czyli coś zbliżonego do naszej kuszetki. W przedziale są cztery miejca sypialne i nie ma umywalki. To nie jest najniższa klasa wagonu sypialnego, bo jest jeszcze "plackarta".

sobota, 20 lutego 2016

Widzę, że radzieckie klimaty się podobają, to jadziem z następnym odcinkiem.
Po ZSRR poruszałem się różnymi samochodami, ale najczęściej był to UAZ rodem z Wrocławskich Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych. Sam mu na Ołtaszynie własnoręcznie zakładałem elektrykę Emotikon smile.

piątek, 19 lutego 2016

Widzę, że rosyjskie opowieści się spodobały, to dorzucę jeszcze cosik.
Zima w Rosji przychodzi nagle. To znaczy, że na jesieni jest taka pogoda jak u nas zimą (np teraz) i nagle sru, robi się -20 st C za dnia, a nocą nawet -40.

czwartek, 18 lutego 2016
Odkopywania starych fotek ciąg dalszy. Teraz zarabiam foceniem, ale kiedyś nie robiłem nawet klasycznych tubyłek. Co prawda podróżowałem po egzotycznych miejscach, ale nie miałem aparatu, a poza tym zdobycie filmu do niego stanowiło wówczas wyzwanie. Za to opowiadałem dużo o tym gdzie byłem. Z początku ludzie słuchali z rozdziawioną paszczą (bo wtedy mało kto jeździł, a jeśłi już to na wczasy do Bułgarii). Po pewnym czasie zauważyłem, że ludzie mają mnie za mitomana. Nie mieściło im się w głowie, że można się tak błąkać po świecie. No to przełamałem się i kupiłem aparat. Był to Zenith.
środa, 24 czerwca 2015

Mieszkam w centrum Wrocławia w starej kamienicy. Okna mam na podwórko. Duże podworko, bo kwartał domów jest całkiem spory. Przed chwilą pojawiło się na nim dziecko. Jedno dziecko, ale za to razem z tatusiem i piłką. Ojciec był niezbędny, bo jedno dziecko w piłkę nie pogra. Na inne dzieci nie da się liczyć, bo to pierwsze dziecko na podwórku od jakichś dwóch tygodni, więc cięzko uzbierać drużynę.

piątek, 20 lutego 2015

W tytule nie ma błędu. Chodzi o rzeczownik "przydaś" służący do określenia każdego wihaistra który dawno powinien być wyrzucony, ale uratowała go złudna nadzieja, że kiedyś okaże się niezbędny.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9