Na bloga liczniki
Co roku odlatuję na zimę z bocianami
RSS
piątek, 09 lutego 2018
Na południu Omanu, z dala od cywilizacji leży miasteczko Mirbat. Jedno z nielicznych z tradycyjną zabudową, często glinianą, co jest ewenementem w bogatym Omanie. Zamieszkują tam głównie imigranci z biednych części Azji, co oznacza, że można smacznie i tanio zjeść. Wybraliśmy sobie jakąś knajpkę z czterema plastikowymi stolikami i faktycznie zażerowaliśmy solidnie.
niedziela, 31 grudnia 2017
Internety donoszą, że wczoraj po raz kolejny, pod Morskim Okiem doszło do afery. Turyści spod znaku "dobrej zmiany" odbyli walkę o dostęp do sań wożących miłośników Moka do Zakopanego. Ja tu dostrzegam pewien postęp. Jeszcze kilka dni temu wzywali GOPR kiedy to niespodziewane zmierzch zastał ich na asfaltowej drodze. Dzisiaj już wiedzą, że wieczorem zapada zmrok. Pewnie jakiś bardziej oczytany chodził i krzyczał: "zaraz będzie ciemno".
czwartek, 22 grudnia 2016
Dzisiaj widziałem na własne oczy ducha. Bez żadnej ściemy. W pustym pociągu, w samym środku Londynu i to w tunelu na dodatek.
środa, 28 września 2016
Wyobraźmy sobie taką sytuację: żyje gdzieś gromadka wąchaczy kleju. Mniej wyrobionym życiowo podpowiem, że odbywa się to w taki sposób, że klej jest w torbie (np reklamówce) a dany koneser wyrobów przemysłu chemicznego na przemian dmucha w ten worek i wciąga opary. No więc ci wąchacze wachają sobie ten klej, ale część z nich ma naganny zwyczaj niepłacenia za niego. Załóżmy, że dostawcą kleju jest nasze kochane państwo i w trosce o dopięcie budżetu podejmuje kroki przeciw nieuczciwym wąchaczom.
piątek, 15 kwietnia 2016
W prasie i internetach aż huczy po wiadomości, że Juliusz Paetz, z zawodu biskup, będzie koncelebrował uroczystą mszę w Poznaniu z okazji chrztu Polski. Dany Paetz wcześniej był znany z tego, że został częściowo zawieszony w uprawnieniach zawodowych przez papieża z powodu poważnych oskarżeń o współżycie seksualne z klerykami. Coś musi być na rzeczy, ponieważ w kręgach zbliżonych do poznańskiego seminarium krążył następujący dowcip: -Zaliczyłeś teologię? -Z Paetzem w dupie.
sobota, 12 marca 2016

Rok 2007, środkowy Meksyk, stan Queretaro, miejscowość San Miguel de Allende. A dokładniej startowisko paralotniowe kilkanaście kilometrów od miasta. Czekamy w kilka osób na warun. W tym jeden Amerykanin. Jest niemożliwie spalony słońcem, podobnie jak jego skrzydło. Można się domyślać, że kiedyś było fioletowo-różowe. Teraz kolor zachował się wyłącznie wewnątrz i w okolicach szwów. Ubranie tego Gringo też czasy świetności ma już za sobą. Przyjechał quadem. Zakurzonym, poobijanym, ale to najnowszy model Grizzli. Dziwny gość.

poniedziałek, 07 marca 2016
Wyruszyliśmy z San Jose we czterech (w 2007 r, dopisek późniejszy). Tzn był jeszcze Sebastian, Piotrek i Darek, z tym że Darka podwoziliśmy tylko do Las Vegas zwiedzając przy okazji parki narodowe Kalifornii, Nevady, Utah i Arizony. Już bez Darka kierowaliśmy się z Wielkiego Kanionu Colorado (który nie leży w Colorado, tylko w Arizonie właśnie) do Monument Valley. Plan był taki, żeby jechać po zadupiach na giepeesa. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach asfalt nagle się skończył, więc zrobiliśmy naradę co dalej. Dokładnie w tym miejscu
czwartek, 03 marca 2016
Wspomniany w poprzednich wpisach Sosna wrócił do Kalifornii, kupił dom z basenem w San Jose i zaczął pracę, czyli krótko mówiąc się stoczył, a latanie w Chrcynnem skończyło się chyba bezpowrotnie. Nie było jeszcze komunikatorów internetowych, więc kontakt z Sosną praktycznie się urwał, ale kiedyś udało mi się po taniości do niego zadzwonić. Powspominaliśmy stare czasy. Zapraszał do siebie na latanie. Złożyłem więc papiery o wizę w konsulacie USA w Krakowie, wpisałem w telefon datę stawienia się przed konsulem i zapomniałem o sprawie. Zaczęły się Paralotniowe Mistrzostwa Polski na górze Żar. Pojechałem, ale pogoda była podła. Nie było latania, więc czas spędzaliśmy głównie w barze przy symbolicznej lampce wina i długich dyskusjach.
środa, 02 marca 2016
C.d. poprzedniego wpisu. Przenieśmy się do włoskiego Bassano del Grappa, które jest Mekką polskich paralotniarzy. Dokładniej jest to wioska Semonzo, a właściwie pizzeria L'Antica Abazzia, którą sobie to towarzystwo upodobało. Z biegiem czasu powstał tam prawdziwy kemping, ale wtedy jeszcze rozbijano namioty po prostu na trawniku przy lokalu.
wtorek, 01 marca 2016
Żeby jakoś płynnie połączyć wspomnienia ze wschodu, z tymi z zachodu potrzebny jest mi pewien Indianin z plemienia Dakota, zwanego inaczej Sioux. Ale po kolei. Pod koniec ubiegłego wieku zacząłem uprawiać paralotniarstwo nizinne, czyli loty za wyciągarką. Nie było ich wtedy za wiele, więc przebazowałem się do stolicy. Warszawiacy latali wtedy na lotnisku w Chrcynnie koło Nasielska.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9