Na bloga liczniki
Co roku odlatuję na zimę z bocianami
Blog > Komentarze do wpisu

Kamperem przez pustynie Navajo

Wyruszyliśmy z San Jose we czterech (w 2007 r, dopisek późniejszy). Tzn był jeszcze Sebastian, Piotrek i Darek, z tym że Darka podwoziliśmy tylko do Las Vegas zwiedzając przy okazji parki narodowe Kalifornii, Nevady, Utah i Arizony. Już bez Darka kierowaliśmy się z Wielkiego Kanionu Colorado (który nie leży w Colorado, tylko w Arizonie właśnie) do Monument Valley. Plan był taki, żeby jechać po zadupiach na giepeesa. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach asfalt nagle się skończył, więc zrobiliśmy naradę co dalej. Dokładnie w tym miejscu

 

normal_DSC_75742

 Ponieważ szutrówka była dobrej jakości uchwalililm kontynuowanie trasy. Szutrówka płynnie przeszła w pustynny trakt, ale paliwa mieliśmy po kokardę (zbiornik w tym aucie ma 70 galonów czyli ponad 250 l), do tego 200 l wody, więc napieraliśmy twardo. Aż do momentu kiedy droga zmieniła się w oślą ścieżkę. Na dodatek okazało się, że pięciotonowy kamper nie jest stworzony do forsowania rzek, nawet wyschłych. Co prawda jedną udało się pokonać, ale druga pokonała nas.

Jedynym sprzętem do wykopywania okazała się menażka. 

 

 

normal_DSC_7593

 Kopaliśmy do nocy, która jak to noce na pustyni okazała się dość mroźna. Rano tu i ówdzie pojawił się szron.

 

normal_DSC_7599

 

Przypomnieliśmy sobie, że po drodze mijaliśmy coś w rodzaju szrotu. tzn ktoś porzucił kilkanaście samochodów na pustyni. Razem z Sebastianem poszliśmy tam z buta poszukać jakiegoś solidnego lewarka. Oprócz wraków samochodu była tam maleńka chatynka, do której Sebastian dla jaj zapukał. Okazało się, że w środku mieszka starowinka z plemienia Navajo. Problem w tym, że znała wyłącznie język Navajo. Zresztą była głucha jak pień. Za to miała przepaskę na głowie z wetkniętym orlim piórem, jak przystało na indiankę. Doszliśmy do wniosku, że ktoś musi jej dowozić prowiant, więc zostawiliśmy kartkę z opisem sytuacji i z pustymi rękami wróciliśmy do kampera. Lewarka nie było.

Co gorsza kończyły nam się zapasy żubrówki. Sytuacja była fatalna, ale kartka zadziałała. Przyjechał do nas indianin i nas wyciągnął.

 

 

normal_DSC_7615

Powrót był możliwy tylko przez tą pierwszą wyschłą rzekę, tylko w mniej korzystną stronę. Ponieważ kilka lat jeździłem ciężarówkami w ciężkim terenie, to wiedziałem, że to powinno się udać przy dynamicznym najeździe. Tyle że kamper Dodge to nie jest Ził 6x6 i nie za bardzo lubi skakać przez strumienie. Ciut się złamał. Znaczy rama wytrzymała, ale buda kampera troszkę się wygła do góry. Na dodatek silnik wyrwał się z ramy, ale tylko od strony kierowcy. Ponieważ sześciolitrowy silnik generuje duży moment skrętny, to przy dodawaniu gazu przekręcał się o 90 st. Przywiązaliśmy go paskami klinowymi. 

Pobieżny przegląd techniczny wykazał, że auto dymi jak parowóz na czarno, nie ma hamulców i paliwo jest na ukończeniu (czyli zostało coś 50 litrów). Indianin powiedział, że te objawy miną za 50 mil. Pożegnaliśmy się i poturlaliśmy w stronę stacji benzynowej w rezerwacie Navajo.

W pewnym momencie silnik odzyskał moc. Przestał też kopcić. Kontrolnie przyhamowałem, co zaowocowało zbiórką ekipy na przedniej szybie. Licznik wskazywał dokładnie 50 mil. Prorok jakiś czy cuś?

 

poniedziałek, 07 marca 2016, uriuk

Polecane wpisy

  • Oman, wielbłąd i toaleta

    Na południu Omanu, z dala od cywilizacji leży miasteczko Mirbat. Jedno z nielicznych z tradycyjną zabudową, często glinianą, co jest ewenementem w bogatym Omani

  • Taternictwo nowoczesne

    Internety donoszą, że wczoraj po raz kolejny, pod Morskim Okiem doszło do afery. Turyści spod znaku "dobrej zmiany" odbyli walkę o dostęp do sań wożących miłośn

  • Duch w tunelu

    Dzisiaj widziałem na własne oczy ducha. Bez żadnej ściemy. W pustym pociągu, w samym środku Londynu i to w tunelu na dodatek. Detalicznie to było tak. Wsiadłem

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Jolka, *.hfc.comcastbusiness.net
2016/03/07 16:08:07
Teraz tam jestes,czy to z przeszlosci?
-
2016/03/07 16:39:45
To 2007 r, sorki, zapomnialem dopisac