Na bloga liczniki
Co roku odlatuję na zimę z bocianami
Blog > Komentarze do wpisu

Za sterami Tu 154, cz 1

To już chyba ostatni fragment wspomnień ze schyłkowego ZSRR. Z uwagi na długość podzieliłem na dwie części. Jak już pisałem, żaden z samochodów użytych na wyprawy nie wrócił do Polski. Raz, że się nie opłacało, a dwa, że ich stan techniczny przestał spełniać nawet polskie standardy. Wracałem więc samolotami. Na początku grzecznie kupowałem bilet, co było dość kłopotliwe, bo trzeba było odstać swoje w długaśnej kolejce do kasy, a na dodatek często nie było miejsc . Podczas pierwszych przelotów zorientowałem się, że dwa ostatnie rzędy Tu 154 (bo tym się latało na linii Moskwa-Warszawa) zawsze lecą puste. Małe prywatne śledztwo wykazało, że są to miejsca zarezerwowane "na wsiaki sluczaj" dla dyplomatów czy innych służb i nie ma ich w oficjalnym planie miejsc.


Ówczesna odprawa też się różniła od tej, którą znamy ze wspóczesnych lotnisk. Boarding odbywał się na samym końcu, już po przejściu kontroli paszportowej, celnej i bezpieczeństwa.
Skojarzywszy te fakty zaryzykowałem któregoś razu odprawę bez biletu. Zresztą przyjechałem za późno na stanie w kolejce, poza tym wszystko wskazywało, że biletów i tak zabraknie.
Odbębniłem więc wszelkie kontrole i stanąłem przed obliczem diewoczki od kontroli biletów. Na początku zdębiała, a później zapytała jak chcę polecieć bez biletu. Odparłem, że może mi dać kartkę z informacją, że jest dla mnie miejsce i wrócę się do kasy go kupić, albo może wziąć ode mnie te 140 rubli i kupić go poźniej sama, żeby się kasa zgadzała. Widziałem, że przeżywa rozterki, bo pewnie była to jej miesięczna pensja, ale się przełamała i bumażkę napisała. Wylazłem więc z powrotem przez te wszystkie kontrole, bez kolejki kupiłem bilet i już bez kontroli (!) wróciłem pod bramkę do samolotu.
Następnym razem numer powtórzyłem, ale tym razem trafiłem na mniej skrupulatne dziewczątko, które bez ceregieli wsadziło w kieszeń ruble i... wpuściło mnie do samolotu.
Metoda mi się spodobała i od tej pory ją stosowałem. Ale któregoś dnia się naciąłem.
Przyjechałem do Moskwy 30 grudnia, dojechałem na Szeremietievo 2 i zorientowałem się, że tym razem dupa. Raz, że na lotnisku koczowała niesamowita ilość Wietnamczyków, a każdy Wietnamczyk taszczył wielgachną klatkę pełną kanarków, które darły dzioba pełną piersią (widać na kanarkach była największa przebitka), a dwa, że na boardingu spotkałem większą ilośc polskich zawodowych kombinatorów. Pewnie jacyś pracownicy kontraktowi itp lecący na Sylwestra do kraju. Prawie każdy z kolorowym telewizorem. Było ich tylu, że szybko zorientowałem się, że wszystkie lewe miejsca są już dawno rozparcelowane. Na dodatek wracałem spłukany i argument z wręczeniem rulona rubli nie wchodził w grę. Dodatkowo nie był to rejs Aeroflotu tylko Lotu, a to nie ułatwiało sprawy. Krótko mówiąc byłem w głębokiej, czarnej niedoli, a w perspektywie miałem Sylwestra z Wietnamczykami przy śpiewie kanarków. Siadłem w kącie i kontemplowałem swoje położenie, kiedy usłyszałem z głośników komunikat wzywający polskiego kapitana samolotu do biura. Padło znajome nazwisko starszego kolegi z aeroklubu, który poszedł na pilota do Lotu.
Podszedłem więc do przedstawicielki Lotu obecnej przy odprawie i zapytałem, czy kapitan ma na imię Andrzej. Odparła, że tak i zapytała w jakiej sprawie. Poprosiłem, żeby mu przekazać, że na lotnisku koczuje spadochroniarz z jego aeroklubu.
-A to panu nie jest potrzebny kapitan, tylko miejsce w samolocie?
Na wszelki wypadek wyraziłem uznanie dla jej inteligencji.
-Na który rejs ma pan bilet?
-Gdybym miał bilet to nie zawracałbym głowy.
Tym razem udało mi się ją zaskoczyć. Szybko wspomniałem też o tych dwóch ostatnich rzędach nie ujętych w planie biletów.
Wyjęła taką samoprzylepną metkę do bagażu, nakleiła pół na mój plecak. Drugą połówkę normalnie nakleja się na bilet, więc się zawahała. Podsunąłem jej kartonik z informacją jak znależć WC (na całym międzynarodowym lotnisku była tylko jedna toaleta więc wszędzie leżały te ulotki, żeby ludziska nie sikały po kątach).
Wpuściła mnie do puściutkiego jeszcze samolotu i posadziła przy oknie.
Za chwilę samolot zaczął się zapełniać. Obok mnie siadła jakaś mamuśka z nastolatkiem, który zaczął marudzić, że wolałby przy oknie. Pomyślałem, że jak będzie się gapił przez okno, to zamknie dzioba, więc powiedziałem, że jak ludziska się usadowią, to się zamienimy.
Mamuśka zaczęła się krygować, że nie trzeba. Odparłem, że ja już się napatrzyłem w życiu.
-A to pan chyba dużo lata.
-Ano tak.
-A ile razy pan już leciał?
167 i pół.
Zapadła cisza, ale za chwilę odezwał się ten szczeniak:
-Pan jest spadochroniarzem.
-Jestem
Mamuśka znowu zaczęła drążyć temat:
A pilotował pan kiedyś samolot?
-Tak, An 2, Gawrona, a za chwilę Tu 154.
W tym momencie zapadła już trwała cisza. W sąsiednich rzędach też, bo widać podsłuchiwali
Po starcie podeszła do mnie stewardesa z posiłkiem i powiedziała:
-Jak pan skończy kapitan zaprasza do kabiny. Proszę wziąć wszystko, bo już tu pan nie wróci.

Zdjęć tym razem nie będzie.

CDN

 

 

piątek, 26 lutego 2016, uriuk

Polecane wpisy

  • Kolej na kolej

    Podróżowałem dziś pocigami po Polsce. Dokładniej rzecz ujmując z Włocławka do Wrocławia. Miałem nawet dogodne połącznie: najperw do Torunia, stamtąd do Poznania

  • Oman, wielbłąd i toaleta

    Na południu Omanu, z dala od cywilizacji leży miasteczko Mirbat. Jedno z nielicznych z tradycyjną zabudową, często glinianą, co jest ewenementem w bogatym Omani

  • Taternictwo nowoczesne

    Internety donoszą, że wczoraj po raz kolejny, pod Morskim Okiem doszło do afery. Turyści spod znaku "dobrej zmiany" odbyli walkę o dostęp do sań wożących miłośn

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/02/27 11:22:49
Fajne wspominki. Szkoda, że już je kończysz. Może coś jeszcze z przepastnej czeliści pamięci?
Nawiasem - czy odpuściłeś zimowe Maroko?
-
2016/02/29 11:32:30
Koncze wspominki z Rosji. Zostalo mi jeszcze kilka krajow do powospominania ;). Maroko mam po 7 latach przedawkowane, co nie znaczy, ze tam nie wroce. Na celowniku Oman
-
2016/03/01 23:05:54
wow! Oman. Życzę powodzenia. :-)