Na bloga liczniki
Co roku odlatuję na zimę z bocianami
Blog > Komentarze do wpisu

Za sterami Tu 154 cz. 2

Dokańczam poprzedni wpis: Po zakończeniu posiłku znów podeszła stewardesa i zaprosiła mnie do kabiny. W owym czasie było to jeszcze możliwe. Wyciągnąłem ze schowka cały mój podręczny dobytek, na który składała się wyprawowa kurtka puchowa, czapka z jenota i reklamówka pełna szampanów i powędrowałem do kokpitu.

 

Kapitan mnie poznał (co w realiach aeroklubu nie było takie oczywiste, bo on był wysokiej klasy pilotem, a ja szeregowym skoczkiem) i zaczął opowiadać o pilotowaniu Tutki. Trzeba trafu kilka lat wcześniej byłem mechanikiem urządzeń radioelektronicznych Miga 21, robiłem remonty kapitalne praktycznie takich samych urządzeń jakie były zamontowane w tym Tupolewie więc mogłem się wykazać wiedzą, więc zostałem posadzony na prawym fotelu. Nie było to takie proste, ponieważ żeby w nim zasiąść, trzeba najpierw cofnąć fotel o niecały metr, wgramolić się na niego i potem podjechać znowu do przodu. 

W tamtych czasach latało się na NDB (a sądząc po protokołach z katastrofy smoleńskiej w tamtych rejonach jest to dalej dalej używany system). Żeby nie zanudzać wyjaśniam, że jest to system radiolatarni (czyli takich latarni morskich, które zamiast świecić nadają morsem swój znak rozpoznawczy) i samolot nawiguje kierując się namiarami na te radiolatarnie. Trzeba więc wpisać do urządzenia jakieś tam namiary na wybrany punkt, a autopilot załatwia resztę. Czyli pilot nie ściska wolantu jak kierowca kierownicę, tylko coś sobie klika po przełącznikach. Cała sztuka to wiedzieć do czego dany przełącznik jest i jak go użyć.

No więc klikałem sobie po tych ostrojstwach z pewną wprawą kiedy do kabiny weszła stewardesa, popatrzyła na mnie i obdarzyła szerokim uśmiechem.

Tutka leci z Moskwy do Warszawy jakieś dwie godziny (jest szybsza niż Boening czy Airbus), więc niebawem trzeba było rozpocząć zniżanie. Kapitan przesadził mnie na takie rozkładane krzesełko plecami do ściany i powiedział, że drugi pilot ma w następnym locie przeprowadzić swoje pierwsze w pełni samodzielne lądowanie, ale żebym miał pogląd jak to wygląda, to zrobi to teraz. Drugi pilot wyraźnie się tym przejął. Nie wyglądał na oazę spokoju. Lądowanie było po ciemku, widoczność znakomita, Warszawa rozświetlona, a ja miałem miejsce w loży. I to na krzywy ryj, bo przecież za bilet nie zapłaciłem :).

Lądowanie nie wyszło przesadnie delikatnie. Szczerze powiedziawszy nie zdziwiłbym się, jeśli pasażerowie odnieśliby wrażenie, że zostaliśmy zestrzeleni. To chyba z powodu zdenerwowania drugiego pilota. No ale lotnicze powiedzenie głosi, że lądowanie jest udane, jeśli samolot nadaje się do powtórnego użycia, a lądowanie znakomite to takie, kiedy samolot o własnych siłach jest zdolny odkołować po hangar. Kołowaliśmy samodzielnie, więc chyba nie było tragicznie.

Na Okęciu stał jeszcze stary terminal (znany z filmów "07 zgłoś się") i nie było rękawów do wysiadania, tylko przyjeżdżały schody i ciężarówki Ził z naczepą pełniącą obowiązki autobusu. Pasażerowie wysiedli, a my celebrowaliśmy ostatnie w roku lądowanie symboliczną lampką szampana.

Później podstawiono schody dla załogi, a dla mnie osobnego Ziła, żeby mnie odwieźć do terminalu.

Kiedy wysiadałem stewardesa zapytała, czy to ja ja lądowałem. Oczywiście zaprzeczyłem, ale widziałem, że mi nie wierzy. I chyba nie tylko ona, bo kiedy wszedłem do terminalu, gdzie wszyscy czekali na odbiór bagaży, na mój widok zapadła bardzo krępująca cisza.

 

Na fotkach (znowu nie moich, tylko wygmeranych w sieci) jest czapka z jenota i kabina Tu 154

 

214612873_2_644x461_czapkazjenotailisamodeledodajzdjeciaTU154m._Cockpit._3926436610

 

poniedziałek, 29 lutego 2016, uriuk

Polecane wpisy

  • Kolej na kolej

    Podróżowałem dziś pocigami po Polsce. Dokładniej rzecz ujmując z Włocławka do Wrocławia. Miałem nawet dogodne połącznie: najperw do Torunia, stamtąd do Poznania

  • Oman, wielbłąd i toaleta

    Na południu Omanu, z dala od cywilizacji leży miasteczko Mirbat. Jedno z nielicznych z tradycyjną zabudową, często glinianą, co jest ewenementem w bogatym Omani

  • Taternictwo nowoczesne

    Internety donoszą, że wczoraj po raz kolejny, pod Morskim Okiem doszło do afery. Turyści spod znaku "dobrej zmiany" odbyli walkę o dostęp do sań wożących miłośn

TrackBack
TrackBack URL wpisu: