Na bloga liczniki
Co roku odlatuję na zimę z bocianami
Blog > Komentarze do wpisu

Pociągiem przez step

Następny odcinek wspomnień z włóczenia się po schyłkowym ZSRR. Tym razem o przejeździe koleją z Wołgogradu do Astrachania. 

Kupiłem bilet na wagon "kupe", czyli coś zbliżonego do naszej kuszetki. W przedziale są cztery miejca sypialne i nie ma umywalki. To nie jest najniższa klasa wagonu sypialnego, bo jest jeszcze "plackarta".

 

Różni się tym, że nie ma przedziałów, są tylko przepierzenia dzielące wagon na otwarte wnęki. Czterech pasażerów śpi normalnie, w poprzek kierunku jazdy, ale są jeszcze dwa miejsca wzdłuż, położone tam, gdzie w normalnych wagonach jest korytarz. Te spania są tak skonstruowane, że z dolnej pryczy da się zrobić stolik i dwa siedzenia, natomiast górną się podnosi pod sufit. Oczywiście żadnych drzwi nie ma. W całym wagonie podróżuje ponad 50 osób. Można powiedzieć, że ten rodzaj wagonu ma swój klimacik ;).

No ale tym razem w całym pociągu podróżowały cztery osoby, więc miejsc w kupe starczyło dla wszystkich. Oczywiście całą czwórkę ulokowano w jednym przedziale. Oprócz mnie był jeszcze Uzbek, Czeczeniec i Żyd z Odessy. Było gorąco jak w piekle, bo radzieckim zwyczajem okna "zakryte na zimu", pociąg turlał się z prędkością wydmy pchanej wiatrem, bo ponoć od gorąca szyny się powyginały i z przyczyn dla mnie tajemniczych jechaliśmy przez Kazachstan.

Żeby było ciut chłodniej, zawijaliśmy się w mokre prześcieradła, ale schły w piorunującym tempie.

Po jakimś czasie pociąg stanął w szczerym stepie. Nie było żadnych zabudowań, tylko trochę wojskowych namiotów między którymi snuli się żołnierze w kapeluszach. Okazało się, że tak zakwaterowano wojsko ewakuowane z dawnego NRD. Kazachskie stepy mają stałą temperaturę około 40 st C. Z tym, że zimą z minusem, więc raczej nie były to wczasy pod gruszą.

Po chwili pod wagon podjechał motocykl z bocznym wózkiem pełnym arbuzów. Nabyłem największy egzemplarz, jakieś 12 kg. Okazało się, że z całej czwórki tylko ja się szarpnąłem na taki wydatek.

Kiedy wróciłem do wagonu żyd zapytał (z pięknym szmoncesowym akcentem), ile zapłaciłem. Odpowiedziałem, że rubla (czyli jednego centa). Wyraźnie się obruszył i powiedział, że trzeba było dać jemu gotówkę, on by stargował do 30 kopiejek.

Kiedy ruszyliśmy zapytałem moich współlokatorów, kto ma nóż. Uzbek z Żydem pokazali na Czeczeńca, bo oni ponoć zawsze mają nóż. No i miał. Taki miniaturowy scyzoryk. Zastanawiałem się jak on chce tym breloczkiem pokroić 12-kilogramowego arbuza. Ale on postawił arbuza w pionie (bo był mocno podłużny), wbił ten nożyk w czubek i wyciął nim kółko, jakieś 10 cm średnicy. Później, od tego kółka, zrobił pionowe nacięcia do samego dołu, wokół całego arbuza. Na koniec walnął w niego pięścią z góry i arbuz rozpadł się na piękne cząstki. No ale co to jest nawet duży, ale jeden arbuz na czterech w taki upał?

Prawodnik wagonu serwował tylko herbatę i wodę Borżomi, która nie przypomina w smaku wody, tylko jakiś odpad po wojnie chemicznej. Zadnego miasta nie wyczekiwałem z taką niecierpliwością jak tego Astrachania.

Ciąg dalszy jutro. Wrzucam fotki placakrty znalezione w sieci. Fotki arbuza możecie sobie wygooglać sami :)

10102012030764c3d396827ffc06675fbb50724ae04_i6290_75a72_f46f4043_orig

 

 

 

poniedziałek, 22 lutego 2016, uriuk

Polecane wpisy

  • Kolej na kolej

    Podróżowałem dziś pocigami po Polsce. Dokładniej rzecz ujmując z Włocławka do Wrocławia. Miałem nawet dogodne połącznie: najperw do Torunia, stamtąd do Poznania

  • Oman, wielbłąd i toaleta

    Na południu Omanu, z dala od cywilizacji leży miasteczko Mirbat. Jedno z nielicznych z tradycyjną zabudową, często glinianą, co jest ewenementem w bogatym Omani

  • Taternictwo nowoczesne

    Internety donoszą, że wczoraj po raz kolejny, pod Morskim Okiem doszło do afery. Turyści spod znaku "dobrej zmiany" odbyli walkę o dostęp do sań wożących miłośn

TrackBack
TrackBack URL wpisu: